Close

8 kwietnia 2018

Jak to się wszystko zaczęło…

Witajcie wszyscy, którzy uczycie swoje dzieci w domu jak i Ci, którzy się zastanawiają nad tą formą edukacji. Będę pisać jak ED wygląda u nas. Mam nadzieję, że swoimi sposobami oraz metodami wspomogę rodziców, którzy posyłają swoje pociechy do szkoły, i zaraz po ich zajęciach do późnych godzin wieczornych pomagają im w zrozumieniu materiału. A osoby lubiące podróżować zainspiruję do odwiedzenia nowych krajów.

 

Liczę na Wasze komentarze, rady i historie, którymi będziecie chcieli się podzielić.               

U nas zaczęło się to tak.

W 2015 r. postanowiliśmy wyjechać z dziećmi na pół roku do Stanów. Natasza miała wtedy 9 lat, a Kajtek 7. Żeby dzieci nie powtarzały roku dopełniliśmy wszystkich formalności. Po uzyskaniu zaświadczenia o braku przeciwskazań do naucznia domowego z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej  złożyliśmy odpowiednie dokumenty w  Szkole do, której wtedy uczęszczały.

Nasze przygotowania do podróży trwały dosyć długo. Najtrudniej było podjąć decyzję, ale jak już ona zapadła to zrobiliśmy wszystko, żeby do tego wyjazdu doszło. Kilka miesięcy trwało zamykanie naszych zobowiązań zawodowych, w międzyczasie organizowaliśmy  wizy, planowaliśmy trasę  wyprawy  i nastawialiśmy się psychicznie, na to, że nie będzie nas tyle czasu w Polsce:) Kiedy zostały zakupione bilety parę miesięcy przed wylotem, to wiedzieliśmy, że nie ma odwrotu. Oczywiście nasi cudowni znajomi śmiali się, że jedziemy na 6 tygodni na Teneryfę, a nie na 6 mies. do USA:)    Udowodniliśmy przede wszystkim sobie, że jesteśmy zorganizowani oraz odważni i, że z dziećmi (i babcią Elką) możemy jechać na koniec świata i spędzać cudowne chwile, odkrywać niesamowite  miejsca, a przy okazji uczyć tabliczki mnożenia podczas jazdy rowerem po Wielkim Kanionie.

 

W naszych walizkach było dużo książek. Pochłaniałam swoje ukochane kryminały albo czytałam dzieciom ”Władcę pierścieni”, gdyż oboje uwielbiają fantazy:)  Na pewno zastanawiacie się jak wyglądały stolikowe lekcje. Takich nie było. Często nocowaliśmy w przydrożnych motelach i nie było tam stołu więc dzieci uzupełniały ćwiczenia” na kolanie”.  Wtedy jeszcze korzystaliśmy z ćwiczeń, teraz już raczej tylko z podręczników. Oczywiście były też lektury. Nasze dzieci jak większość ich rówieśników nie znosi ich, ale czytają swoje ulubione książki. Żeby nie odbierać im radości czytania znaleźliśmy kompromis: słuchają audiobooków. To taka nasza domowa umowa.

Udało nam się zwiedzić 13 Stanów. Moim ulubionym jest Kalifornia, zjechaliśmy  ją od San Francisco do San Diego. Nie omijając cudownych Parków- Zion w stanie Utah, Antelope w Arizonie i Yosemite, w którym rosną ogromne Sekwoje.   Dzieci polubiły Florydę, zwłaszcza Orlando, bo tam było dla nich dużo atrakcji.  Zaprzyjaźniły się z rodzinką szopów i miały bliskie spotkanie z niedźwiedziem, który szperał w naszym koszu. Trzymały też w rękach małego aligatora.

Trudno jest szczegółowo zaplanować pół roczny wyjazd. Wiedzieliśmy jak będą wyglądały pierwsze miesiące, a potem zdaliśmy się trochę na los i spontaniczność. I tak trafiliśmy do Meksyku i na Kubę.

 

   Pokochaliśmy te miejsca, spędziliśmy tam ponad miesiąc. Żyliśmy w dżungli w domku na drzewie wśród jaszczurek, skorpionów i dużej ilości mrówek. Poznaliśmy historię Majów i wspinaliśmy się na piramidy. Po prostu chłonęliśmy tę kulturę.

Zdaliśmy sobie sprawę z tego, jak szybko żyjemy w Polsce. Za szybko. Bezstresowe życie w podróży  sprawiło, że żadne z nas nie chorowało, nie miało nawet zwykłego kataru. Nie chcieliśmy wracać.  Niestety nadszedł koniec naszej wyprawy. Myśleliśmy, że będziemy długo się przestawiać. Jak tylko minęły niedogodności związane z jet lagiem bardzo szybko wskoczyliśmy w nasz dawny rytm.

Po powrocie nasze dzieci napisały książkę pt:” Amerykańska przygoda Nataszy i Kajtka”. Tworzyły ją miesiąc zgłębiając przy tym tajniki grafiki i pisowni.  Powstała piękna pamiątka- przygoda opisana oczami dziecka. Gdybyśmy my dorośli ją napisali powstało by coś zupełnie innego, nie tak oryginalnego:) Ten mój wstęp blogowy jest trochę długi, ale mam nadzieję, że nie zniechęci Was do dalszego czytania.

 

W następnym wpisie będzie więcej o nauczaniu domowym, o  zmaganiach z systemem i otoczeniem, które nie koniecznie akceptuje nasz wybór.

Pozdrawiam i czekam na Wasze historie.

 

Ilona

P.S. Gdyby ktoś z Was pomyślał – ”uczy swoje dzieci, a nie robi akapitów” to już wyjaśniam. Ta strona po prostu nie robi akapitów, a ja nie wiem jak temu zaradzić więc liczę na to, że nie będzie Wam to przeszkadzało:)

 

 

 

 

 

 

 

 

20 Comments on “Jak to się wszystko zaczęło…

Julia
10 kwietnia 2018 at 16:54

Ale fajnie! Będę zaglądać ???

Odpowiedz
Marlena
10 kwietnia 2018 at 17:11

Gratuluję pierwszego wpisu. Bardzo ciekawi mnie co będzie dalej;) Pozdrawiam

Odpowiedz
Emilia
10 kwietnia 2018 at 17:47

Super ? już się nie mogę doczekać kolejnych wpisów ?

Odpowiedz
Monika Dąbrowska
10 kwietnia 2018 at 18:18

Czekam na więcej 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

Odpowiedz
JJ
10 kwietnia 2018 at 19:56

Fajowy blog napewno bede sledzic ☺

Odpowiedz
Angelika
10 kwietnia 2018 at 20:10

Super !

Odpowiedz
Marta
10 kwietnia 2018 at 21:31

Super rodzinka na luzie 😉 Pozdrawiam z Islandii 😉

Odpowiedz
Żaneta
11 kwietnia 2018 at 01:54

Oj piękna przygodę przeżyliście! Muszę wrócić do mojego blogowania. Ale właśnie brak czasu i ten rytm życia mi nie pozwala lub po prostu zmęczenie. Pozdrawiam
https://naszemm.blogspot.co.uk/

Odpowiedz
paolcia77
11 kwietnia 2018 at 06:47

Super przygoda! A bloga czyta sie jednym tchem. 🙂

Odpowiedz
Joanna.
11 kwietnia 2018 at 10:45

Bardzo lekkie pióro. Choć nauczanie domowe jest już poza mną 😉 to z przyjemnością będę zaglądała do Ciebie 🙂
Pozdrawiam z Lubina

Odpowiedz
Marta
12 kwietnia 2018 at 11:29

Bardzo lekki i miło sie czyta 🙂 czekam na dalsze wpisy, jestem bardzo ciekawa jak wygląda takie nauczanie, a także podróże z dziećmi 🙂

Odpowiedz
AnnaKobierska
15 kwietnia 2018 at 20:49

Super wstęp Ikonko ??chce więcej ?

Odpowiedz
Margaret
15 kwietnia 2018 at 21:49

Ciekawy początek czekam na więcej ☺️

Odpowiedz
Anita Kucma
15 kwietnia 2018 at 22:32

Jestem bardzo ciekawa Pani wpisow. Bede sledxila. Mam narazie 4 latka w domu. Decyzja jeszcze przede mna.

Odpowiedz
Mm
15 kwietnia 2018 at 23:47

Witam i pozdrawiam my też mamy nauczanie domowe i dzieci są bardzo z tego zadowolone z córką tra to już 5 lat a synek kończy pierwszy rok nauczania…Zwiedzamy tez ciekawe miejsca i staramy się jak najwięcej pokazywac dziecia .Czekam na dalszy ciąg. ….książka dzieci super…

Odpowiedz
Marta
20 maja 2018 at 20:21

milo jest nam slyszec o kolejnych rodzinach decydujacych sie na edukacje domowa. My co prawda nie podrozujemy ale starszy syn tez sie uczy w domu. Mieszkamy we Francji, wiec przerabiamy rownolegle program i francuski i polski (ze szkola przez internet Alfa i Omega) raz do roku syn ma egzamin w szkole polskiej i raz do roku ma kontrole francuska (we Francji jak uczy sie dzieci w domu nie mamy egzaminow tylko takie kontrole pedagogiczne czy dziecko sie uczy i czego).
Poza polskim i francuskim syn uczy sie tez angielskiego i arabskiego (maz pochodzi z Tunezji).
Zapraszam Pania na nasza stronke na facebooku Miksiksieuczy

Odpowiedz
doti
20 maja 2018 at 20:44

Powodzenia! Jesteście na fejsowej grupie Edukacja Domowa?

Odpowiedz
Anka
21 maja 2018 at 01:03

Super pomysl !Bede sledzic?

Odpowiedz
Werka
22 sierpnia 2018 at 08:18

Wow ekstraaa pomysł- oto przykład ze jak się chce to się da spędzać czas z dzieckiem a do tego wspomagać i nauczać 😉 w takim razie może to zabrzmi jako reklama ale robię to hobbystycznie gdyż pracuje jako terapeuta w poradni i jako pedagog w przedszkolu- zatem zapraszam na moja stronę na Facebooku Misia Ryszarda. Pozdrawiam Weronika

Odpowiedz
elka99
28 września 2018 at 12:13

Jak zarobic zdalnie przez internet? Polecam obejrzec praca dodatkowa w domu

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *