Close

8 sierpnia 2019

Kieszonkowe-dać, czy nie?

 

 

Zawiesiłam pisanie na jakiś czas. Dlaczego? Bo ED i praca pochłonęły mnie. Musieliśmy od lutego poradzić sobie bez Lecha . Wtedy zaczęły się jego zdjęcia w Bieszczadach, a chwilę później ja miałam intensywne próby w teatrze. Od września zaczynamy 4 rok edukacji domowej- 6 i 7 kl.  Przenosimy się z egzaminami do Moracza w Warszawie. Chcemy spróbować takiego zaliczania przedmiotów, jakie daje ta szkoła. Z roku na rok jest coraz więcej materiału i przedmiotów. Z uśmiechem wspominam nauczanie początkowe, które mogliśmy prowadzić w formie zabawy. Później jest z tym trudniej.

      Przeglądam podręczniki i zadziwia mnie to, że dzieciaki nadal uczą się budowy pantofelka i eugleny zielonej. Czy ta wiedza kiedyś wam się przydała? Za mało jest życiowych tematów.  My dorośli albo pracujemy u kogoś w firmie, albo zakładamy własną, popełniamy przy tym masę błędów bo nikt nas tego wcześniej nie nauczył. Postanowiliśmy sami przyuczać nasze dzieci w tym zakresie. Nasz zawód jest dość niepewną profesją, dlatego żeby nie martwić się za 20 lat o finanse stwierdziliśmy, że to jest dobry czas na otworzenie swojego biznesu-nie będę w tej chwili pisała jakiego, bo nie o to w tym wpisie chodzi:) Chciałabym pokazać Wam, że można tworzyć poważne, dorosłe plany, ze swoimi jeszcze niedorosłymi dziećmi. Pomysł urodził się kilka lat temu w naszych dorosłych głowach. Zaczęliśmy otwarcie o nim rozmawiać, włączając w to dzieci. Same zaczęły tworzyć projekty, rysować logo, wymyśliliśmy też nazwę tego miejsca. Mówiliśmy otwarcie o kosztach tego przedsięwzięcia, o kredycie. Wyliczaliśmy razem po ilu latach jest szansa spłacenia go przy zarobku rocznym takim, a takim…:)  Jakie mogą być przychody minimalne, a jakie maksymalne. Dzieciaki bardzo zaangażowały się w ten nasz wspólny biznes, wymyśliły też zadanie dla siebie, takie, które pozwoli im zarobić jakieś pieniądze.  Ponad rok wszystko rodziło się w naszych głowach, nadszedł czas na działanie. Niestety, biurokracja -wszystko przeciąga się w czasie, ale to też nauka, że nic nie przychodzi od razu, że trzeba uzbroić się w cierpliwość, nie rezygnować. Są takie chwile, że potrafimy wszyscy tak fantastycznie się ”nakręcić” i mówić o tym, marzyć, wymyślać. To nasz wspólny rodzinny plan, który mam nadzieję, nauczy nasze dzieci jak stawiać pierwsze kroki w biznesie i jak zadbać o swoją przyszłość. Nie liczyć na to, że ktoś nam coś da, sami musimy zapracować.

Nie wiem czy wasze dzieci też mają potrzebę posiadania własnych pieniędzy. Pewnie tak, bo chcą spełniać swoje marzenia, a do spełnienia niektórych potrzebna jest gotówka. Ja rozwiązałam to tak. Pierwsza sprawa to była ogromna chęć dostawania kieszonkowego. Długo się przed tym broniłam, ale dałam się przekonać, bo chcę żeby moje dzieci umiały zarządzać swoimi pieniędzmi więc musiałam im dać tę możliwość. Pierwsze pytanie w mojej głowie to  -ile dać? Najlepiej nie za dużo i nie za mało. Ile?- żeby nie było kłótni. I tu z pomocą przyszedł artykuł, który przeczytałam w świetnym magazynie Kreda- tworzą go edukatorzy domowi. Podpowiedzieli, że dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza jeśli dzieci są w różnym wieku, dać kwotę odpowiadającą wiekowi dziecka. Czyli Kajtek dostaje 11 zł tygodniowo,  Natasza 13 zł. Uzgodniliśmy, że te pieniądze są na takie wydatki jak: kino (bilet kupujemy my, ale przekąski oni), wyjazdy np. nad morze -pamiątki oni, w trasie -stacja benzynowa-przekąski oni. Codzienne zachcianki słodyczowe-oni. Jeżeli wydadzą kieszonkowe przed upływem terminu to ich sprawa, muszą poczekać na następne. Będzie nam bardzo miło, jeśli czasami zaproszą nas (za swoje kieszonkowe) na lody:) Zauważyłam, że bardzo zwracają uwagę na to co kupują i za ile. Szanują pieniądze, czasami zaszaleją, ale wartość już znają i konsekwencje szaleństwa też. Raczej starają się odkładać do skarbonki bo każde z nich ma swoje marzenia;)                          Rozsądne zarządzanie pieniędzmi na pewno przyda się we wrześniu. Jedziemy do Australii na miesiąc:) Edukacja w trasie- to lubię najbardziej i każdy dzień niepodobny do drugiego 😉 Bierzemy ze sobą podręcznik z biologii, j. polskiego i matematyki, resztą zajmiemy się po powrocie. Na pewno napiszę o tej podróży. Jeśli ktoś z Was planuje podobną, to może moje spostrzeżenia się przydadzą:) Miłych wakacji, one tak szybko uciekają:)

 

 

 

3 Comments on “Kieszonkowe-dać, czy nie?

Rene
8 sierpnia 2019 at 14:14

BARDZO zdrowe i życiowe podejście do życia wraz z kieszonkowym i szacunkiem do pieniędzy dzieci szybko się uczą A przy tym rozwijają zmysł ekonomiczny .podziwiam za takie podejście do wielu spraw.pozdrawiam

Odpowiedz
Agnieszka
8 sierpnia 2019 at 14:21

Świetny pomysł z kieszonkowym o wartości odpowiadającej wiekowi dziecka. Czuję się zainspirowana. Pozdrawiam z Krakowa. 😊

Odpowiedz
Justyna
8 sierpnia 2019 at 14:55

Pani Ilono, obserwują Panią na Instagramie od jakiegoś czasu, ale przyznam że dopiero dziś dowiedziałam się o blogu (chyba jestem lekko nieuważna). Super czyta się że ktoś również wyznaje zasadę wtajemniczania dzieci w finanse i wydatki. Moja 13 latka dostaje 15 zł na tydzień, na początku się śmiała, że co to jest mamo!! Ale jakoś jej to wystarcza, czasem odkłada więc jest ok. Ale już wcześnie przyjęłam zasadę pod czas zakupów takich ogólnospożywczych, że jeśli wybierze coś ot tak bo naszła ją ochota na coś innego dziwnego (inny dziwny serki,jogurty, sok itp.) to jeśli tego nie wciągnie, a tylko się przeterminuje to zwraca za ten produkt 2-3 zł. Może to śmieszne ale można wykluczyć wyrzucanie przeterminowanych produktów bardzo szybko 🙂 Pozdrawiam i obiecuje nadrobić i poczytać wcześniejsze wpisy.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *