Nauczanie domowe,  Podróże

Australia- Melbourne

Minęło pół roku od naszego pobytu w Australii. Poprzednio opisywałam  Perth teraz postaram się przypomnieć sobie Melbourne. Powoli wspomnienia zacierają się, miasta zlewają się w jedno, a przecież to było niedawno.

Bardzo miło wspominam jednodniową wyprawę po Great Ocean Road. Po raz pierwszy widzieliśmy paprocie giganty, które miały ponad 3 metry wysokości i piękne białe papugi Kakadu, które pozwalały na to żeby podejść do nich bardzo blisko.

Na koniec dnia dotarliśmy do 12 Apostołów- to grupa naturalnie powstałych kolumn wapiennych stojących w morzu. Pierwsza ich nazwa to Maciora i świnki, ale po jakimś czasie uznano, że jest nieodpowiednia do takich majestatycznych skał i zmieniono ją.

W Melbourne mieszkaliśmy u Ani i Adama w Brighton, którzy są bardzo muzykalną rodziną. W ich salonie jest mnóstwo instrumentów. 17 września w dzień moich urodzin zrobili mi prezent (z inicjatywy Lecha;) i zagrali moją ulubioną piosenkę „Shallow”. Pobyt tam wspominam bardzo miło, dzięki uprzejmości gospodarzy mogliśmy zwiedzać miasto rowerami. Tam też dowiedzieliśmy się, że konieczne są kaski z antenkami, które odstraszają sroki atakujące ludzi. Potrafią wydziobać oko więc trzeba bardzo uważać. Lubiliśmy te nasze przejażdżki rowerowe nad zatokę, w każdym miejscu były wodopoje, z których można korzystać i nie trzeba wozić ze sobą wody. To bardzo wygodne, w całej Australii tak jest. Wieczorami ok.godz.22 wsiadaliśmy na rowery-wtedy ścieżki były puste, nikt o tej porze nie jeździł i mogliśmy jechać prawą stroną:) trudno było przyzwyczaić się do ruchu lewostronnego. Docieraliśmy do miejsca, w którym żyły małe pingwinki, przy molo St Kilda. Cały dzień czekały na swoich rodziców (ukryte wśród kamieni )wracających do swoich norek z zapasem jedzenia. A w ciągu dnia odwiedzaliśmy kolorowe domki na plaży, jest ich ok. 90, a kolory cieszą oko. Kilka razy w ich pobliżu leżałyśmy z Nataszą na plaży z książką z biologii, zgłębiając anatomię człowieka. Znalazłam tam też muszelkę z namalowanym sercem;) 

Po mieście jeździ zabytkowy, bezpłatny tramwaj City Circle nr 35, którym można zwiedzić miasto. Byliśmy też w National Gallery of Victoria gdzie obejrzeliśmy malarstwo australijskie, dzieła tworzone przez Aborygenów, rękodzieło i Bamboo Family, którzy tworzą rzeczy z bambusa.

Spacerując po mieście można natknąć się na murale, zabytkowy dworzec na Flinders Street, a na koniec dnia trafić do Paris Cat Jazz Clubu:)

Innego dnia dotarliśmy do Phillip Island gdzie mogliśmy karmić kangury, strusie i podziwiać koale, jeżowce, czarne łabędzie i inne zwierzaki.

Przyroda w Australii jest nie do opisania- cudowna. Wszystko zachwyca. Ta inność, dzikość. Raz w życiu trzeba to zobaczyć. Marzę o tym żeby kiedyś móc pojechać tam raz jeszcze, wypożyczyć Kampera, poświęcić 2 mies. i poznać Australię z tej bardziej dzikiej, nie turystycznej strony. Takie tam marzenia:), ale po to są żeby je spełniać. Jestem zdania, że pieniądze, które zarabiamy trzeba wydawać, nie chomikować. Podróże to dobra inwestycja w osobisty rozwój. Jest jeszcze tyle pięknych miejsc do zobaczenia. Nie czekajmy, aż się zestarzejemy…Szkoda czasu.

PS  Kolejnym miastem, które zwiedziliśmy było Sydney, ale o tym to następnym razem;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *